Powiedzmy to od razu: lizak nie stanie się brokułem tylko dlatego, że usuniemy z niego cukier.
I bardzo dobrze, bo nie po to kupujemy dziecku lizaka.
Słodycze mają przede wszystkim sprawiać przyjemność. Problem zaczyna się wtedy, gdy próbujemy nadać im właściwości, których nie mają, albo w drugą stronę – uznajemy, że skoro coś jest słodyczą, to jego skład nie ma już żadnego znaczenia.
Ma.
Pomiędzy klasycznym lizakiem z cukrem a lizakiem bez cukru jest różnica. Podobnie jak pomiędzy żelkami, drażetkami czy innymi słodkimi przekąskami. Nie oznacza to automatycznie, że jeden produkt jest „zdrowy”, a drugi „niezdrowy”.
Oznacza natomiast, że słodycze również można projektować w różny sposób.
I właśnie temu przyjrzymy się tym razem od kuchni. Zamiast kolejny raz analizować tabelę wartości odżywczych, zobaczmy, co właściwie można zmienić w zwykłym lizaku, po co dodawać do słodyczy witaminy, dlaczego zrobienie dobrego produktu bez cukru nie zawsze jest proste i jak do tego podeszliśmy przy tworzeniu produktów Lily.
„Zdrowy lizak” nie istnieje. I nie musi
Rodzice coraz częściej szukają produktów określanych jako zdrowe zamienniki słodyczy. Samo założenie jest zrozumiałe, ale prowadzi czasem do dość dziwnych oczekiwań.
Lizak miałby być jednocześnie bez cukru, bez kalorii, z krótkim składem, pełen witamin, naturalny, pyszny i najlepiej jeszcze zastępować porcję owoców.
Nie tędy droga.
Jeżeli dziecko ma ochotę na lizaka, możemy po prostu poszukać lizaka o cechach, które są dla nas istotne. Jedną z nich może być brak cukru. Inną – zastosowany skład. Jeszcze inną – obecność dodatkowych składników.
Nie trzeba przy tym udowadniać, że słodycz jest odpowiednikiem marchewki.
Tak właśnie patrzymy na produkty Lily. Mają pozostać słodyczami. Mają być kolorowe, słodkie i atrakcyjne dla dziecka. Jednocześnie przy ich projektowaniu można podejmować konkretne decyzje dotyczące receptury.
Co właściwie można zmienić w zwykłym lizaku?
Klasyczny twardy lizak wydaje się banalnie prostym produktem. Słodka masa, smak, kolor, patyczek i gotowe.
Od strony technologicznej sytuacja jest znacznie ciekawsza.
Cukier w tradycyjnym lizaku nie odpowiada wyłącznie za słodki smak. Tworzy również jego strukturę. Po odpowiednim ogrzaniu i schłodzeniu pozwala uzyskać twardą, szklistą masę, która powoli rozpuszcza się w ustach.
Jeżeli cukier usuniemy, trzeba znaleźć składniki, które pozwolą uzyskać podobny efekt.
I tutaj zaczyna się prawdziwe projektowanie słodyczy bez cukru.
Liczy się nie tylko to, czy lizak będzie słodki. Musi być odpowiednio twardy, stabilny, nie powinien zbyt łatwo chłonąć wilgoci ani zmieniać konsystencji podczas przechowywania. Do tego dochodzą smak, aromat i odczucie w ustach.
Niektóre substancje zastępujące cukier dają charakterystyczne uczucie chłodu. Inne mają własny posmak. Jeszcze inne dobrze sprawdzają się smakowo, ale zachowują się inaczej podczas produkcji.
Dlatego stworzenie lizaka bez cukru nie sprowadza się do prostego polecenia: „usuńmy cukier i dodajmy coś słodkiego”.
Receptura musi nadal działać.
Słodycze mają przede wszystkim smakować
To może zabrzmieć banalnie, ale jest jednym z najważniejszych elementów całego procesu.
Można stworzyć produkt z bardzo atrakcyjną tabelą wartości odżywczych, którego dziecko po spróbowaniu więcej nie ruszy.
Jaki ma wtedy sens?
Dlatego podczas tworzenia słodyczy trzeba pogodzić dwa światy. Z jednej strony skład i założenia receptury, z drugiej – zwyczajną przyjemność jedzenia.
W przypadku Lily od początku założenie było proste: brak cukru nie może oznaczać rezygnacji ze smaku charakterystycznego dla słodyczy.
Dziecko nie analizuje technologii produkcji. Otwiera opakowanie i ocenia produkt znacznie szybciej: smakuje albo nie.
Rodzic patrzy na to szerzej.
I właśnie pomiędzy tymi dwiema perspektywami trzeba znaleźć rozsądny kompromis.
A może dodajmy witaminy?
Produkty Lily zostały wzbogacone witaminami.
I tutaj łatwo wpaść w kolejną marketingową pułapkę.
Jeżeli lizak zawiera witaminy, nie staje się przez to zamiennikiem warzyw, owoców czy prawidłowo zbilansowanego posiłku.
Po co więc je dodawać?
Bo skoro tworzymy słodycze i technologia pozwala wprowadzić do nich dodatkowe składniki, możemy zaprojektować produkty nieco inaczej niż ich najbardziej podstawową wersję.
W lizakach Lily zastosowano zestawy witamin. Są również warianty zawierające dodatkowe składniki roślinne, takie jak ekstrakty z imbiru, szałwii czy tymianku.
Nie jest to jednak powód, żeby dziecko jadło więcej lizaków.
To dodatkowa cecha konkretnego produktu, a nie przepustka do nieograniczonego jedzenia słodyczy.
I takie podejście wydaje nam się znacznie uczciwsze niż próba przekonywania rodziców, że lizak jest sposobem na zdrową dietę.
Dlaczego nie wszystkie słodycze Lily są takie same?
Bo lizak, żelki i drażetki to technologicznie zupełnie różne produkty.
W twardym lizaku zależy nam na uzyskaniu szklistej, stabilnej struktury. Żelki muszą być miękkie i sprężyste. Drażetki mają jeszcze inną formę i sposób spożycia.
Do tego dochodzi oranżadka w proszku, gdzie najważniejszym doświadczeniem nie jest gryzienie czy lizanie, ale charakterystyczny efekt musowania.
Dlatego trudno stworzyć jedną „idealną recepturę Lily” i zastosować ją do wszystkiego.
Każdy produkt trzeba traktować oddzielnie.
To również dobry przykład tego, dlaczego ocenianie słodyczy tylko na podstawie jednego składnika bywa mylące. Dwa produkty mogą być bez cukru, a mimo to różnić się niemal wszystkim innym.
Żelki to nie miękkie lizaki
Lizak ma być twardy i powoli rozpuszczać się w ustach. Żelek powinien stawiać lekki opór podczas gryzienia, ale pozostać miękki i sprężysty.
Za tę strukturę odpowiadają zupełnie inne elementy receptury.
Znaczenie mają substancje żelujące, zawartość wody, składniki nadające masę, aromaty, kwasowość oraz sposób produkcji.
Zmiana jednego elementu może wpłynąć nie tylko na skład zapisany na opakowaniu, ale również na to, czy żelek będzie przyjemnie miękki, zbyt twardy, lepki albo zacznie tracić właściwości podczas przechowywania.
Dlatego przy słodyczach określenie „lepszy skład” nie zawsze oznacza po prostu „mniej składników”.
Czasami dodatkowy składnik ma bardzo konkretne zadanie technologiczne.
A oranżadka?
To jeden z tych produktów, które dorośli pamiętają jeszcze z własnego dzieciństwa.
Proszek trafiający na język i charakterystyczne musowanie trudno pomylić z czymkolwiek innym.
W przypadku takiego produktu ważny jest nie tylko smak. Liczy się również samo doświadczenie jedzenia.
To zresztą dotyczy wielu słodyczy.
Lizaka długo trzymamy w ustach. Żelki gryziemy. Drażetki możemy jeść pojedynczo. Oranżadka musuje.
Dla dziecka forma produktu jest częścią zabawy.
Dlatego tworząc Lilybox, nie chcieliśmy wkładać do pudełka kilkudziesięciu identycznych słodyczy.
Skąd wziął się pomysł na Lilybox?
Można byłoby sprzedawać duże opakowanie jednego rodzaju lizaków. Tylko czy dla dziecka byłoby to rzeczywiście najciekawsze rozwiązanie?
Raczej nie.
Dlatego w lilybox połączyliśmy różne produkty Lily w jednym pudełku.
Są lizaki, żelki, drażetki i oranżadka. Są różne smaki, konsystencje i sposoby jedzenia.
Dzięki temu Lilybox jest bardziej odkrywaniem zawartości pudełka niż zakupem dużego zapasu jednego produktu.
Dla nas ważne było również coś jeszcze.
Lilybox nie ma sugerować: „to jest bez cukru, więc możesz zjeść wszystko od razu”.
Wręcz przeciwnie. To pudełko różnych słodyczy, po które można sięgać stopniowo.
Dzisiaj lizak. Innym razem żelki. Jeszcze kiedy indziej coś zupełnie innego.
Czy da się stworzyć słodycze idealne?
Prawdopodobnie nie.
Każda receptura jest kompromisem.
Chcemy ograniczyć jeden składnik – musimy znaleźć dla niego zamiennik. Zmieniamy substancję słodzącą – może zmienić się smak albo struktura. Dodajemy określony składnik – trzeba sprawdzić jego stabilność. Chcemy uzyskać konkretną konsystencję – potrzebujemy składników, które ją zapewnią.
Do tego dochodzą trwałość, bezpieczeństwo produktu, produkcja na większą skalę, opakowanie i oczywiście cena.
A na samym końcu przychodzi najważniejszy tester - dziecko.
Możemy godzinami dyskutować o recepturze, ale jeżeli po pierwszym kęsie usłyszymy „nie dobre”, cała teoria niewiele pomoże.
Dlatego projektowanie słodyczy jest ciągłym szukaniem równowagi pomiędzy składem, technologią i smakiem.
Czy w takim razie słodycze bez cukru są „zdrowsze”?
To zależy od tego, co dokładnie chcemy porównać.
Jeżeli interesuje nas konkretna cecha – obecność cukru – odpowiedź jest prosta: produkt bez cukru go nie zawiera w ilości przekraczającej poziom pozwalający na takie oznaczenie.
Ale słowo „zdrowy” jest znacznie szersze.
Nie da się rozsądnie ocenić całego produktu wyłącznie na podstawie jednego składnika. Tak samo jak obecność witaminy nie zmienia automatycznie słodyczy w produkt, który powinniśmy jeść kilka razy dziennie.
Dlatego wolimy mówić o słodyczach bez cukru, a nie o „zdrowych słodyczach”.
To konkretna informacja, którą można zweryfikować.
Słodycze mogą pozostać słodyczami
I być może właśnie tutaj znajduje się najprostsza odpowiedź na pytanie z tytułu.
Nie musimy wybierać pomiędzy dwoma skrajnościami.
Nie trzeba twierdzić, że każde słodycze są złe.
Nie trzeba też przekonywać, że po usunięciu cukru lizak staje się elementem zdrowego śniadania.
Możemy podejść do tego znacznie normalniej.
Dzieci lubią słodki smak. Lubią lizaki, żelki, kolorowe opakowania i niespodzianki. Słodycze są częścią urodzin, wycieczek, prezentów i wielu zwyczajnych chwil.
Możemy natomiast decydować, jakie słodycze im dajemy.
W Lily zdecydowaliśmy się rozwijać produkty bez cukru. Wykorzystujemy dodatkowo witaminy lub składniki roślinne. Łączymy różne produkty w Lilyboxach, żeby nie ograniczać wyboru do jednego rodzaju słodyczy.
Nie będziemy jednak przekonywać, że znaleźliśmy sposób na zamianę lizaka w brokuł.
Bo dobry lizak wcale nie musi nim być.

